Strzaskany

2010/01/26

Stałem się małomówny – słowa zamarzają mi na wargach.
Zamykając drzwi jakiegokolwiek w zasadzie ogrzewanego pomieszczenia staję się robotem w gestach, ruchach i każdej innej formie ruchu, oszczędzając energię i unikając dekompozycji spójnej i zwartej własnej bryły cielesnej. Nastawiony na przetrwanie mogę stawać w parze z Królem Julianem robiąc roboto-performance.

Zima.

Czy lubię?
Tak. Mimo wszystko lubię oczywiście.
Najbardziej te momenty kiedy schodząc ze stoku i próbując odpowiedzieć na pytanie:
“Jak było?”
artykułuję skostniałym aparatem gębowym coś na kształt:
“Sufer… ale sroche simmo…”

Bo jeśli zima moi drodzy to z przytupem! Jeśli burza to niech strzela piorunami aż ziemia drży, jeśli jesień to niech leje, wieje i mży. Jeśli lato to niech nam wizja otoczenia spływa potem i odparowuje do czystej w formie tęsknoty za cieniem i chłodem. A jeśli zima… Jeśli zima to niech trzaska mróz i wali śnieg.
Taki tam prztyczek dla rasy ludzkiej. Przypomnienie takie, że jeszcze póki co nie wszystkim udało nam się zawładnąć i całkiem jeszcze sporo mamy do zrobienia. Takie tam szturchnięcie w uśpiony nieco zadufaniem i wiarą we własną wszechwładność motorek postępu.

…Tymczasem zwracam mą duszę wychłodzoną
Do tych pagórków grzejnych, do żeberek onych,
Szeroko pod błękitnym oknem rozciągnionych….


Infolinii czar.

2010/01/08

Współczesne infolinie rządzą się pewnymi uniwersalnymi zasadami, z których najważniejsze to:

  1. Zaraz po połączeniu otrzymasz rzetelny przegląd oferty ze szczególnym uwzględnieniem super-atrakcyjnej promocji.
  2. Funkcje przypisane poszczególnym klawiszom ułożone są wg klucza: od najmniej prawdopodobnej do względnie przydatnej.
  3. Niestety funkcje naprawdę istotne nie mieszczą się w podstawowym przypisaniu (to ograniczenie systemu dziesiętnego oraz konstrukcji klawiatur telefonicznych).
  4. Opcja „połącz z konsultantem” istnieje tylko wtedy gdy pozostałe funkcje są czytelne i klarowne. Jeśli natomiast nie masz pewności co wybrać – najprawdopodobniej nie ma także opcji połączenia z konsultantem. To jakby oczywiste.
  5. Twoim celem prędzej czy później stanie się dotarcie do człowieka. Ale nie łudź się – nie jest to proste. W końcu nie po to inwestuje się w automatyczne infolinie!
  6. Po naciśnięciu którejkolwiek z funkcji zostaniesz poproszony o identyfikator. Jest to najczęściej liczba, której oczywiście nie znasz, ale jest ona z całą pewnością w lewym/prawym/górnym/dolnym rogu umowy lub faktury lub informacji, która… itd.
  7. Znalazłeś wspomniany identyfikator więc powtarzamy: powitanie, reklama, funkcja, identyfikator i…. hasło. Jakie hasło? Indywidualne hasło należy uprzednio ustalić… itd.
  8. Nie ma tragedii – każda próba uczy Cię czegoś nowego. Wiesz już na przykład, że zaraz po powitaniu możesz naciskać cokolwiek i istnieje szansa, że przerwiesz tym reklamowy słowotok, który przecież i tak znasz już na pamięć. W końcu nie ma znaczenia co wybierzesz – pierwszą czynnością i tak będzie powrót do poprzedniego menu.
  9. Żeby nie stresować Cię zbytnio miły głos w słuchawce będzie pytał Cię regularnie czy potrzebujesz więcej czasu.
  10. Brak zdecydowania ukarany zostanie rozłączeniem a na osłodę zaproszony zostaniesz do ponownego skorzystania z usług infolinii. I słusznie – nie będą się gówniarze jacyś niezdecydowani telefonami bawić.
  11. Jeśli zabrnąłeś w czwarte podmenu – najlepiej sam się rozłącz. Na pewno już wcześniej popełniłeś błąd.
  12. Jeśli udało Ci się dotrzeć do opcji połączenia z człowiekiem (a to uparciuch) – będziesz X-ty w kolejce bo wszyscy nasi konsultanci będą w tym czasie zajęci. W tym momencie radzimy: włączyć na tryb głośnomówiący sączące się z pielgrzymkową chrypką, pozytywkowe „Fur Elise” a czas oczekiwania umilić przygotowując obiad, biorąc kąpiel albo jadąc na zakupy.
  13. NIGDY nie mów wszystkiego pierwszej osobie, z którą się połączysz! Ona wprawdzie uważnie wysłucha (?) ale kiedy zarejestruje, że przestałeś wydawać dźwięki i tak przełączy Cię do innego konsultanta.
  14. Zeznania najlepiej spisać sobie wcześniej na kartce – po czwartym przekierowaniu łatwiej jest czytać niż powtarzać z pamięci. Pomijając fakt, że w trakcie walki o połączenie i tak zapomnisz po co tak naprawdę dzwoniłeś.

Ale nie załamuj się i pamiętaj: podobno Chuck Norris zawsze dodzwania się na infolinie i… załatwia! Zawsze!


Korpo-religijne przeploty.

2010/01/05

1. Nie będziesz miał szefów cudzych przede mną.

Czyli: Ja tu rządzę!

2. Nie będziesz szastał imieniem moim nadaremno.

Czyli: Przestań mi zawracać głowę pierdołami, ja nie chcę o tym nic wiedzieć!

3. Pamiętaj abyś dzień pracy święcił.

Czyli: Kochani, sytuacja jest ciężka, terminy są napięte, nadgodzin nie ma ale robota czeka… To co – idźcie się zdrzemnąć i widzimy się jutro, tzn. w niedzielę.

4. Czcij Prezesa i Księgową swoją a będziesz dobrze żył i będzie Ci się powodziło.

Czyli: Traktat o praktycznej wyższości wazeliny nad kompetencjami.

5.  Nie zapijaj.

Czyli: Masz dwa dni kacówki do dyspozycji i nie proś o więcej.

6. Nie cudzołóż.

Czyli: Wara od mojego stołka, biurka i kubka!

7. Nie kradnij.

Czyli: Potrzebujesz zszywacz? To sobie zabudżetuj!

8. Nie mów fałszywego świadectwa.

Czyli: Zadbaj o dupochron i podkładkę a wszystkich świętych wrzucaj na CC. W uzasadnionych przypadkach na BCC.

9. Nie pożądaj asystentki szefa swego.

Nie sądzę, żeby w tym miejscu wymagana była dodatkowa interpretacja. Jeśli jednak nie posłuchasz to… patrz: 10.

10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest.

Czyli: Won! A kiedy go nie będzie, niech go nie będzie! Nie chcę więcej o nim słyszeć. Nie chcę więcej widzieć ani jego ani…

Amen.


Niepo(d)jętość.

2009/12/23

Największą zaletą błędów jest ich edukacyjna rola. Tak już niestety jest, że to właśnie na błędach się uczymy i innej, naprawdę skutecznej metody nie ma.
Podobnie jest z decyzjami. Każdą z nich tak naprawdę da się naprawić, zmienić, wszystko da się odbudować. Nie zawsze wprawdzie wiernie, ale czasem kopia bywa lepsza od oryginału. Wystarczy tylko przed tymi decyzjami nie uciekać i złe zastępować lepszymi. “Dekret oddekretowujący poprzedni dekret” – jak mawiał Król Julian.

Istnieje tylko jeden rodzaj decyzji, których żadna siła zmienić nie może: to decyzje niepodjęte.


Marry New Easter! Czyli TrójŚwiąt – kumulacja.

2009/12/21

Odebrałem dziś kolejną porcję biznes-świątecznych kartek z życzeniami z całą pewnością tak szczerymi jak hipotetyczna twarz wzorcowego polityka.

Szef spytał mnie, kiedy pakowałem ową porcję do śmietnika:
“A Ty ile w tym roku wysłałeś? Pewnie znowu żadnej.”
W odpowiedzi usłyszał to co zwykle. Tak, żadnej, bo nie zwykłem życzyć nieszczerze tylko dlatego, że zrobił się nam z tego nowy świecki obyczaj (Tradycja to imię żeńskie, Obyczaj – męskie). Z okazji Świąt, które – przynajmniej w teorii – mają przecież być czymś zgoła nie-biznesowym.
Nie muszę i nie chcę brać udziału w tej karuzeli, bo tak już mam, że od nadmiaru kręcenia mnie mdli. A, że zazwyczaj widzę kiedy zaczyna się owo niechciane kręcenie, toteż odpowiednio wcześniej zsiadam ze słonia.

Wszystkim jednak, których baza kontaktów biznesowych pamiętała o mnie w ten cudowny dzień… i będzie pamiętać również w te kolejne cudowne dni pełne tego i owego (“to już w zależności” – jak mawiał jeden kelner). Wszystkim tym podpowiadam: skumulujcież!
Zróbmy jeden, biznesowy formularz z miejscem na logo firmy, imię nazwisko i ewentualnie listę towarów objętych promocją, a na górze wrzućmy TrójŚwiąt:  Marry New Easter!
W ten oto prosty sposób będziemy mieli trzy okazje z głowy, wesprzemy różne ekologiczne zapędy rządzących tym światem a lasy i przemysł papierniczy odetchną z ulgą (w tym miejscu: Pomyśl, zanim wydrukujesz… Think before you print… <drzewko>).


Zły dzień. Zła noc.

2009/12/10

Odwrotność. Pochopność. Emocje. Nerwy… te kurwy kamieniarki. Chłosta wygniecionym batem, mszczącym się i tnącym zapamiętale za chowanie w ciasnej kieszeni. Rozgrzebanie. Oczekiwanie. Żebranie. Wstyd.

Furia zakneblowana, zamknięta, skuta, oślepiona, ogłuszona, unieruchomiona.
Żal wrzeszczący bezgłośnie.  Smutek cieknący strużką ślinotoku żrącego bruzdy w zakamarkach.

Pytania rozpędzone.  Słowa wpuszczone bezprawnie, bez biletów, bez wejściówek, spadające jak desant, deszcz ze stalowym, postrzępionym pilnikiem gradobiciem. Wpadają, rozbrzmiewają, wyrzucają się nawzajem, zagłuszają te zaproszone,  wypychają, tratują spokój, lezą na oślep, nachalnie, bezceremonialnie, wyrywają drzwi, wybijają szyby, wypełzają, mnożą się jak smrodliwe larwy karmione niechęcią, niechceniem, odrzuceniem. Upijają się własną siłą sprawczą, destrukcją, wymiocinami zżartych szans, przegryzionych chęci, wyssanych spokojów.

Nieporozumienia. Wszędobylskie komariady chmurzące się w kształty zewsząd-dostępne i wszędo-wchodliwe.
Duma. Upięta w gorset chwały, zapudrowana, zapastowana, zatapetowana fałszywym widoczkiem zdradziecka szmata z wycelowanym w plecy podrdzewiałym nożem. Milionoga, tysiącgłowa, niezabijalna, niewycinalna i nieodrzucalna.
Myślospad. Pieniący się na dole czarną mgłą jadowitej mazi. Wbrew istocie wszystkich innych różno-spadów.

Żryjcie czas pasożyty. Szkoda go, owszem, ale trudno. W kiedyśtam-ie wszystkie zwiotczejecie i rozsypiecie się w nicość. Nawet najsmrodliwsze z was przewietrzy przewiatr. Cieszcie się swoją mikrozemstą. Na zgniliźnie waszego cuchnącego ścierwa wyrośnie Pewne.  A wtedy żadne z was go już nie zepsuje. Wyszczerbicie sobie kły na nienaruszalnych korzeniach. Popatrzycie z trupiej perspektywy na prawdziwe jutro. Obmyte precyzyjnie z waszych plwocin. Spokojne. Nienaruszalne. Tryumfujące. Oczywiste.

Tak właśnie będzie.


Momentami chciałbym być drwalem…

2009/12/09

Chciałbym rąbać drewno, produkować trociny a zakres odpowiedzialności sprowadzić do naostrzenia siekiery.
Projekt rozpoczynać siarczystym splunięciem w dłonie a kończyć otarciem potu.
Zasoby szacować ilością piwa i kanapek, harmonogram określać z wyprzedzeniem co najwyżej jednodniowym a kamienie milowe kojarzyć wyłącznie z kamieniami. Rozłożonymi w odległości 1609,344 metrów od siebie.
Spotkania zespołów roboczych wyglądałyby zawsze tak samo: na początek sprośny dowcip i ewentualnie bójka. Na koniec zaś bójka i sprośny dowcip, żeby uniknąć zbyt rażących schematów.
Raportowanie polegałoby na wyryciu swoich inicjałów na pniu ściętego drzewa a wskaźnikiem wydajności byłaby ilość odcisków, ewentualnie sińców po-bójkowych. W zależności od tego czy mierzona byłaby odpowiednio faza wykonawcza czy projektowa.

Wszystko to najlepiej w Bieszczadach tak dalekich od szosy, że żadna sieć nie ogarniałaby tych rejonów swoim zasięgiem a elektryczność istniałaby jedynie w postaci błyskawic.

Czasami tak właśnie byłoby mi dobrze.


Nielubość

2009/12/07

Nie lubię gubić tego, czego zgubić nie powinienem.

Nie lubię tracić tego, czego tracić nie chcę.

Nie lubię nieporozumień, których jedyną matką niezrozumiatką jest stara, głucha, ślepa i gargantuicznie złośliwa zołza dezinformacja (imię) charakterologiczna (nazwisko) a ojcem – chwilowa zaćma wybiórcza (związek najwyraźniej biologicznie nieuzasadniony).

Nie lubię świadomości próchna sytuacyjnego połączonej z bezradnością w dziedzinie zaradczej temuż.

Nie lubię bełkotu emocji przekrzykującego słabe, choć wciąż stanowcze mamrotanie zdrowego (a przynajmniej zdrowszego) rozsądku.

Nie lubię nieuzasadnionych machnięć charakterów, które rykoszetem walą po pysku tych, którzy się w porę nie odwrócili… bo nie chcieli.

Nie lubię takich oto sytuacji najbardziej. Kilku innych nie lubię mniej… lub wcale nie mniej (a może nawet więcej) ale nie załapały się na aktualne palco-w-klawisze-bębnienie. A, że nie lubię wracać i poprawiać więc już się nie załapią. Straciły okazję zaistnienia w tym tu oto wirtu-bytku. Choć nie… jedna jeszcze właśnie wskoczyła niczym Frodo na prom – nie lubię tracić okazji. Choć nie lubię też okazji do zaistnienia. Zbyt usilnych. W zasadzie każdych nienaturalnych.

Siup!


Stróżówka… w pewnym sensie.

2009/12/03

A jeśli Aniołowie są tak samo jak my ułomni? A jeśli wymieniają się nami jak dzieci kolorowymi kulkami?
Ja nie chcę trafić do innego. Ten, którego mam (ewentualnie – który ma mnie) wyciąga mnie za uszy z największych kadzi z piwem (nie muszę chyba dodawać, że przeze mnie samego nawarzonym). Czasem daje mi tylko – w ramach lekcji i ku pamięci – mniejszego lub większego kopniaka. Najwidoczniej ma także zacięcie pedagogiczne.

- Siema Anael, co tam?
- Leci, leci jakoś. Pióra mi kurde wypadają. Szampon muszę zmienić chyba…
- A gdzie żeś ostatnio czochrał skrzydła? Czy aby nie nad Polską?
- Skąd! Oni tam święty (nomen omen) spokój mają! Zima jak marzenie! Zero śniegu. Nie wiem czym sobie zasłużyli… Zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę te ciągłe bluźnierstwa o Chrystusach Narodów. Ja to powiem Ci – na miejscu Prezesa coś bym z tym zrobił. Jakoś bym ich utemperował czy coś.
- Po pierwsze tłuku: Prezes jest spoko i ma teoretycznie nieograniczony dostęp do miłosierdziówki, więc jeden łyk i wiesz, latają mu koło oka wszelkie jakieś tam polityczne chrystusowania. Po drugie: nie do końca taki mają raj, bo co zerknę w myśli tego mojego niesfornego z Polski… Kojarzysz? Ci opowiadałem co wyprawia. A potem żałuje idiota…
- Serafiel. Coś Ci powiem brach: ty tego koleżkę to powinieneś oćwiczyć powiem Ci. Raz a porządnie. Juz Ci mówiłem zresztą…
- Dobra, dobra… No w każdym razie: co mu w dynię zerknę to mu się roją albo tradycyjnie gołe baby, albo marudzenie, że mu słońca brakuje. A najgorsze, że nie tylko jemu! Bo co zerkam w sąsiednie dyńki to podobnie. Czyli coś jest na rzeczy. No to się zastanawiam tak: a może by im rzeczywiście jakoś bardziej poświecić? Dni mają teraz krótkie. Zimno. Do roboty łażą dzień w dzień. W sumie się nie dziwię.
-Heh. No to będziesz musiał się nieźle napocić… Z tego co wiem chmurska mają dlatego, że Zafkiel i Zabkiel dostali z góry prikaz pozamiatać i ogólnie ogarnąć dormitorium. Chłopaki lecą z robotą aż miło popatrzeć, ale akurat nad tą częścią nieba wypadło im składowisko ciuchów do prania. No to sobie teraz twój koleżka poczeka, aż Orifiel do pralni obróci. Niech się cieszą, że chłopaki od czasu do czasu coś tam przegrzebują i mogą im przynajmniej przez chwilę poświecić. Chyba, że im odsłonimy elegancko i pozwolimy zerknąć na twoje brudne slipy? he he he.
- Matko… jaki Ty Anael głupi jednak jesteś.

- A słyszałeś jakie ploty chodzą? O tym, że ponoć ma być mały ekszyn w tym 2012-tym?
- Że co??? Czyś ty zapomniał skrzydłami machać i na dupsko upadł tak nieszczęśliwie, że Ci aureola mózg ścisnęła?
- Powaga. Ponoć jest pomysł taki, że skoro oni tam na dole takie sobie z tego jazdy robią no tooo… Się im zrobi niespodzianeczki. Heh. Tylko kurde! Serafiel! Się nie wygadaj! Bo jak by się Prezes dowiedział…
- Wiesz co Anael? Ja to się czasem zastanawiam czy Ty aby dobrze testy rozwiązałeś, żeś się w naszej sekcji znalazł.
- Spoko, spoko. Bez nerw. Co innego żarciczki porobić a co innego wiesz.
- Żarciczki? Już ja pamiętam jakieś ty sobie żarciczki robił z tych biedaków… czekaj, kiedy to było? w XII wieku?
- Coś Ty! Wczeeeeeśniej. Dużo wcześniej. Poza tym, młody byłem jeszcze i głupi. I mi nie wypominaj! Bo i Tobie przypomnę.
- Niby co?
- A kto się miłosierdziówką uchlał i tak pohasał, że wszystkim jak leci zaczął w jednym miejscu spełniać?
- Oj tam… No i co z tego? Za to do dzisiaj myślą, że ta woda leczy. I co? Źle? Nie wiesz, że placebo to najlepszy lek?
- Taaaa. Placebo. Gościowi nogę wziąłeś i… i… odrosłeś. Dobrze, że Ci chłopaki aureolę zdjęli w porę bo byś ich niedługo zaczął tutaj na wycieczki sprowadzać!

- Ty… Podajże mi tamto winko… Nie to! Czerwone mi daj.
- Czerwone?
- Czerwone, czerwone, co się dziwisz?
- Nooooo… Filmy się widzę ogląda… Cytacikami z dołu się rzuca, hę?
- Pfffff.  Chcesz łyczka?
- Nie chcę, robotę jeszcze mam. Raporty zaległe.
- Noooo. Ja też. Ale najpierw muszę skropić gardziel bo mi anielskość zasycha…

- Uważaj! Korek!!!

- Ożesz! Poleciał!!!

- W co leci? W co? No w co?

- Kurde… nie widzę dokładnie… Weź tam dmuchnij niech w Tajgę wali! Wmówi się im znowu, że meteoryt… Matko. Mam przesrane.


Do zobaczenia, do usłyszenia. Tam.

2009/12/03

Zapalam świeczkę dla Człowieka, który potrafił grać, kochać i żyć jak niewielu innych.
Nie umiem pisać o umieraniu więc nie będę próbował.